15 listopada, 2021 Anna Wojciechowska-Kusz

Czy trzeba oszukać mózg, żeby mieć zdrowy kręgosłup?

W tym artykule dowiesz się:

  • czy mózg chroni nas przed aktywnością fizyczną
  • jak obudzić potrzebę aktywności fizycznej
  • na czym polega metoda małych kroków
  • dlaczego „najtrudniej jest zacząć” i czym jest pętla nawyku

Ciało i mózg, procesy fizjologiczne i procesy psychiczne są ze sobą nierozerwalnie związane. Gdy choruje ciało, natychmiast przekłada się to na stan duszy i na odwrót, gdy dusza płacze, ciało spieszy z odpowiedzią. Dzisiaj wydawać by się mogło, że z jednej strony bardzo dbamy o naszą psychikę, a ściślej o jej aktywność, wręcz zalewamy ją morzem informacji, a z drugiej strony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zależy nam na ciele. Każdy z nas chce być „młody i piękny”. Pytanie tylko, czy właściwie postrzegamy naszą rolę w dbaniu o ciało, w tym o kręgosłup? Potrafimy sprawić, że nasz mózg ciągle działa na najwyższych obrotach, a w stosunku do ciała łatwo dajemy się zwieść pospolitym wymówkom typu brak czasu, siły czy warunków. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby utrzymywanie aktywności psychicznej było łatwiejsze niż dbanie o kondycję kręgosłupa? A może sądzimy, że lepiej być oczytanym niż wysportowanym? Pora zmierzyć się ze stereotypami i zrozumieć, że te dwie ścieżki powinny biec równolegle. Mózgu i ciała nie da się oszukać.

Człowiek – istota leniwa z natury?

Istnieje teoria, która mówi, że mózg chroni nas przed aktywnością fizyczną. Jest to głęboko zakorzenione w myśleniu o człowieku jako o istocie leniwej z natury (oszczędzanie zasobów energetycznych na wypadek zagrożenia, np. ucieczki, walki). Czy patrząc na aktywne już w brzuchu matki dziecko, możemy zgodzić się z tym poglądem?

Czy ruchliwe niemowlę, a potem kilkuletnie dziecko, nagle w wieku kilkunastu lat przestaje się ruszać, ponieważ mózg zaczyna mu podpowiadać, aby oszczędzał energię? Jak wobec tego zinterpretować zachowanie przedszkolaka, który nie wykazuje zainteresowania aktywnością fizyczną – w dzisiejszych czasach jest to coraz powszechniejszy problem, ponieważ już kilkulatki potrafią spędzać w ciągu dnia długie godziny w pozycji siedzącej przed telewizorem/tabletem/telefonem? Dziecko „siedzące” (w domyśle: przez dłuższy czas w jednej pozycji) to brzmi jak oksymoron. Idąc tym tropem, człowiek „siedzący” oznacza równie abstrakcyjne pojęcie. Nawet w nocy podczas snu zmieniamy pozycję wielokrotnie. Jesteśmy stworzeni do ruchu, ale współczesny świat stara się za wszelką cenę nas unieruchomić. Dlaczego się na to zgadzamy, skoro, wyobrażając sobie, że z jakiegoś powodu moglibyśmy na stałe utracić zdolność zmieniania pozycji, ogarnia nas przerażenie?

Obudź swoją potrzebę aktywności fizycznej

W artykule skłaniamy się ku tezie, że wykonywanie ćwiczeń fizycznych jest czymś, co trzeba w sobie obudzić (bo zawsze w nas to było), a żeby to zrobić, należy otrzymać wskazówki i znaleźć motywację. Mózg dobrze wie, że bez sprawnego, zdrowego ciała sobie nie poradzi. Dolegliwości fizyczne spowodowane brakiem ruchu czy niewłaściwym wykonywaniem ćwiczeń prędzej czy później zaburzą pracę mózgu. Proces rozbudzania na nowo pierwotnych potrzeb człowieka warto rozpocząć od zgłębienia wiedzy teoretycznej na temat funkcjonowania narządu ruchu oraz powolnego wdrażania wskazówek, mówiących o tym, jak zacząć zmieniać swoje niezdrowe nawyki. Poniżej opowiemy o jednej z metod, która dla wielu osób może okazać się przełomowa.

Metoda małych kroków

Metoda małych kroków, której źródła można się doszukiwać w filozofii Kaizen (zob. R. Maurer „Filozofia Kaizen. Jak mały krok może zmienić Twoje życie”) polega na stopniowym, wręcz niezauważalnym wprowadzaniu zmiany do codziennego życia. Działając w ten sposób, nie czynimy zamachu na swoje poczucie komfortu z kilku powodów: nie poświęcamy zmianie zbyt dużo czasu (wystarczy 1-2 minuty dziennie), nie oczekujemy spektakularnego sukcesu od razu – w razie drobnej porażki mniej boli, nie tracimy zanadto energii. Przykładami mogą być: codzienne 1-minutowe ćwiczenia fizyczne podczas oglądania ulubionego programu w telewizji (np. zawsze wtedy, kiedy są reklamy), przyjmowanie pozycji stojącej podczas regularnych spotkań firmowych, odchodzenie od komputera na krótką chwilę w czasie dnia pracy. Wszystkie wymienione aktywności są punktem wyjścia do poważniejszych zmian, które przyjdą z czasem. Osoba, która codziennie ćwiczy przez minutę podczas oglądania telewizji, może po miesiącu stwierdzić, że zacznie ćwiczyć przez 5 minut, a po pół roku będzie ćwiczyła przez cały czas trwania jej ulubionego programu. W ten sposób osiągnie oczekiwaną ze zdrowotnego punktu widzenia pożądaną minimalną dawkę aktywności fizycznej w ciągu dnia. Co ważne, będzie jej to sprawiało przyjemność.

Małymi krokami we wprowadzaniu aktywności fizycznej na co dzień oraz w dbaniu o jak najczęstsze zmienianie pozycji ułożenia kręgosłupa mogą być również: korzystanie ze schodów zamiast z windy, parkowanie samochodu jak najdalej od punktu docelowego czy wysiadanie na wcześniejszym przystanku i pokonywanie pozostałej odległości piechotą.

Każdy może znaleźć dla siebie odpowiedni rodzaj aktywności, niewymagającej dużych nakładów czasu i siły. Ktoś, kto ma kłopot ze wstawaniem od komputera, może np. pić dużo wody, co będzie go kierowało w stronę częstszych wizyt w toalecie.

Czym jest pętla nawyku?

Wymienione wyżej małe kroki nie wymagają dużo czasu, energii czy specjalnego przygotowania, a jednak i tak są dla niektórych trudne do wprowadzenia. „Najgorzej zacząć” – to hasło towarzyszy wielu z nas. Stąd najlepszym rozwiązaniem jest po prostu wypracowanie nawyku. Z pomocą przychodzi tu teoria „pętli nawyku” (zob. Charles Duhigg, „Siła nawyku”), w której obserwujemy trzy czynniki, które muszą ze sobą zadziałać: wskazówkę, zwyczaj i nagrodę. Wskazówką jest coś, co wywołuje tzw. alarm, sygnał do działania (np. przerwa na reklamę podczas oglądania ulubionego programu w telewizji, godzina rozpoczęcia spotkania firmowego, dźwięk aplikacji w telefonie), zwyczaj to zmiana pozycji na inną, ćwiczenia, a nagrodę stanowi poczucie robienia czegoś dla siebie, dbania o zdrowie albo zerwanie z rutyną.

Co ważne, nie trzeba wprowadzać zupełnie nowego nawyku, bo być może mamy już taki, który moglibyśmy tylko zmodyfikować. Tak jest w przypadku spotkań firmowych, które tak czy inaczej odbywamy każdego dnia w pracy, ale wystarczy, że wprowadzimy jakiś dodatek, który sprawi, że te spotkania będą się łączyć z tym, że zadbamy o kręgosłup, np. postaramy się utrzymywać pozycję stojącą. Nagrodę każdy powinien ustanowić sobie sam w indywidualnym zakresie. Nie dla każdego wystarczającą nagrodą, a zarazem motywacją będzie perspektywa dłuższego i zdrowszego życia, czasem potrzebne są mniej odległe cele. Metoda małych kroków jest lepsza, bo pozwala przyzwyczaić się do zmiany. Słowo „przyzwyczaić” jest tutaj kluczowe – nie bez znaczenia może być fakt, że osoby przyzwyczajone do aktywności fizycznej nie wyobrażają sobie bez niej życia.

Podsumowanie

Czy nasz mózg chce być oszukiwany albo czy musi być oszukiwany, aby pozwolił ciału ćwiczyć i zmieniać pozycję? Wychodząc z założenia, że mózg i ciało człowieka stanowią jedność, bardziej logiczna wydaje się teza, że mózg marzy o tym, aby ciało pozostawało w ruchu. Dlaczego więc tak trudno przychodzi nam zmienianie pozycji w ciągu dnia? Może nie chodzi wcale o to, aby mózg pozwolił nam poruszać się, ale o to, abyśmy przestali go oszukiwać, że nie jest nam to potrzebne. Daliśmy sobie wmówić, że jesteśmy z natury leniwi, a co za tym idzie zakochani w siedzeniu. Tymczasem siedzimy nie dlatego, że tak jest nam wygodnie, a raczej dlatego, że często wydaje nam się, że nie mamy wyboru. „Nie odejdę od komputera nawet na 5 minut, bo nie zdążę wykonać swojej pracy albo co gorsza ominie mnie coś ważnego” – takie myślenie charakteryzuje współczesnego pracownika.

Pora wsłuchać się w to, co podpowiada umysł i serce, a one zawsze kierują nas w stronę tego, co dla nas najlepsze. Pierwszym krokiem na drodze odkłamywania naszego mózgu powinno być zafundowanie mu rzetelnej porcji wiedzy o funkcjonowaniu narządu ruchu człowieka i o tym, dlaczego warto usiąść mądrze(j), skoro zrezygnować z siedzenia nie możemy. Doskonale sprawdzą się tutaj szkolenia, które oprócz wiedzy teoretycznej, aktywizującej mózg, przynoszą również rozwiązania praktyczne, zachęcające do wprawienia ciała w ruch i zadbania o kręgosłup. Dzisiaj już z całą pewnością wiemy, że energia gromadzona „na zapas” nie przynosi pożytku, a wręcz może powodować szkody. Natomiast energia, z której czerpiemy na bieżąco, wraca w podwójnej dawce, dlatego im częściej się ruszamy, tym bardziej chcemy to robić.

, , , , , ,